Zakładki:
Nocne rozmowy (gg 4775742)
Tęsknoty
|
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Otulona w...

.... Lenistwo, gdyż lenistwo mnie dopadło... i trzyma... trzyma... trzyma czule w objęciach niczym najdelikatniejszy kochanek z gatunku tych najbardziej przylepnych i kochanych...
poniedziałek, 09 stycznia 2012
powrotnie...
mi dzisiaj było przez dzień cały i przetrwalnikowo... sobotnia gorączka okazała się owocna w skutkach i do dnia dzisiejszego ją we wszystkich kosteczkach i mięśniach czuję... Z czego wniosek wyciągam, że z latami powinnam zmodyfikować zdecydowanie formy niektórych aktywności lub też zwiększyć ich częstotliwość uprawiania celem mięśni własnych zwykłego przezwyciężenia...
A tymczasem?... tymczasem tik tak tok dwutygodniowego regenerowania ciała przed kolejnym moim w Łodzi przebywaniem... ;)
sobota, 07 stycznia 2012
Gorączka sobotniej nocy...
... a w zasadzie to nie jednej i nie tylko sobotniej, a dwóch nawet kolejnych, a właściwie, to nie całkiem nocy, a doby ostatniej... Z polskiego na nasze - wylądowałam łódzko wczoraj. Na imprezie niewielkiej, kameralnej przez ową niewielkość, zaprzyjaźnionej i alkoholowej... a dzisiaj wściekło mi się wszystko w środku przez fakt wyrzucenia przez bankomat fałszywej stówki i (nad)aktywności L'owe, nie mające jak uprzednio nic wspólnego z miłością, a jedynie tylko z niesamowitym wręcz egoizmem rzeczonego ;) i ukoiło gorączką prawdziwie sobotnią finalnie w ramionach Brodacza po miesiącach wielu nieobecności, który zrobił mi miłą niespodziewankę i zjawił się kilka dni wcześniej w Polsce... Swoją drogą, ciekawostka, ile lat w człowieku na temat innego człowieka może trwać gorączka... Brodaczowa trwa we mnie już 9 i wydaje mi się niejasno, że trwać jeszcze baaaaaardzo długo będzie...
czwartek, 05 stycznia 2012
Ptyś i wszystkie Kurczaki świata, czyli...
... zdarzyło mi się wrócić noworocznie jedną nogą i w nowej odsłonie na śmieci stare. Wrócić kawałkiem jedynie, czort wie, czy nie przelotnie, nostalgicznie i ptysiowo... Wrócić tak, jak tylko Balbina potrafi, bo takie to wdzięczne incognito mi Ptyś kiedyś przytwierdził i w miejscu z definicji zawodowym przylgnęło mi ono na amen ;) W (przy)lgnięciu tym uśmiecham się pod nosem lekutko jedynie na myśl o tym, że Madame Balbiny w wydaniu a la Maaab nie znają... nie podejrzewają nawet jej istnienia podskórnego osadzonego poza czasem niewtajemniczeni i z tą tajemnicą słodką jest mi wyjątkowo po drodze od zawsze ;)
Za stare i nowe śmieci więc toast wznoszę kawy ostatkiem i biegnę się w końcu pakować na weekendowe łódzkie świata penetrowanie...
środa, 04 stycznia 2012
słomkowe...
kolory słonecznego lata zamknęłam w kieliszku chardonnay'a... drugim gwoli ścisłości dzisiejszego wieczoru i nie ostatnim chyba (...). Zaklinam nim ciało i umysł przymilnie... Nakłaniam ciało do zapomnienia o upadku wczorajszym ze schodów i solidnym tąpnięciu w kręgosłupie - tuż, tuż nad linią blach moich wiecznych i wzmacniających somę moją niewieścią... Nakłaniam umysł do zapomnienia o rozmowie z Szatanem wieczornej i ostrościach ostatniego roku z niej tchnących. Jego prywatnych. Nie moich, a jednak... odczuwanych jakoś z racji samej świadomości istnienia teraz.
To proza, a kolor, sól życia? To walizka stojąca w kątku sypialni nieśmiało. Czekająca na jutrzejsze pakowanie i ucieczkę kojącą do Łodzi...
wtorek, 03 stycznia 2012
Igrając...
z ogniem umówiłam się po ponad półrocznej przerwie z Szatanem funkcjonującym na poły prywatnie, a na poły służbowo pod wdzięczną literką K. I czuję, że igranie ogniste być może w formie ze względu na kolejny już raz, kiedy to Szatan K. się swoim nazwiskiem pod moim pisaniem publicznie podpisał... Oj działo się będzie... zapewne ;) .....................
I działo się i nie działo jednocześnie. Spotkanie przebiegło pod znakiem przyczajonej tygrysicy i ukrytego smoka ;)... ostrożnie, niczym kontredans staroświecki.... i skończyło się uściskiem mocnym na środku ulicy wieczornej... A teraz dumam sobie wieczornie nad tym, co mi ono przyniesie w przyszłości po tak długim czasie bezkontaktów ostatnim.
poniedziałek, 02 stycznia 2012
goście...Goście... goście...
"Znowu przyszła do mnie (...) choć myślałem, że przycichła w niebie Mówię do niej: - Co chcesz jeszcze, idiotko? A ona: - Kocham ciebie"
... pomimo całego posiadanego w sobie bezspornie krytycyzmu dla instytucji Kościoła, zatapiam się czasem w wierszach twardowskich odnajdując w ich prostocie odcienie przekory i pokory zarazem... Ciekawa mieszanka. W dzisiejszym lenistwie przypomniał mi się powyższy kawałeczek twardowskiego tchnienia codzienności i pomyślałam sobie, że samotność przychodząca do mnie nie zawsze jest wrogiem zapiekłym. Ba... pomyślałam spokojnie sobie, że czasem może być ukochanym przyjacielem podającym dłoń i wytchnienie, po długim biegu pod górkę, i wiatr, i z zakrętami, i... Będzie dobrze. Poczułam to dzisiaj tak po prostu - stojąc pod rękę z moją samotnością noworoczną i mocnym postanowieniem poprawy ;-)
niedziela, 01 stycznia 2012
Tabula rasa...
nowego roku zapełniać się zaczęła powolnością zdarzeń... Inspiruje nieograniczonymi możliwościami...
Szczęśliwego Nowego... niech wypełni się dla Was powolnie zdarzeniami będącymi w przyszłości cudownym ogrodem pamięci...
p.s. wieczorne... L'owe (nie mylić z "love", bo od tego jestem daaaaleka) aktywności przewyższają przyzwoitość wszelką. Ciekawa jest prawidłowość mówiąca, że im bardziej się mężczyzny własnego już nie chce, tym bardziej on zaczyna chcieć... i walczy. Czasem tylko ta walka daremnością bywa napiętnowana...
sobota, 31 grudnia 2011
A contrario...
... przeciwko całemu światu bawiącemu się wbrew sobie lub z własnej woli siedzę na środku mojej salonowej podłogi. Siedzę po turecku. Z muzyką wibrującą ostro w uszach, z winem w kieliszku ... we krwi...w butelce kolejnej stojącej bez korka obok... A contrario słowom L. siedzę na środku podłogi... a contrario anno domini 2011 zabierającemu kolejno wszystko co najcenniejsze dla mnie... a contrario sobie samej w końcu... A contrario sobie mam szaleństwo w sobie destrukcyjne i alkoholowe... Przetrwać noc... i zacząć nowe...
p.s. L'owe "odbierz k...wa ten telefon w końcu" wcale mi w tym a contario nie pomaga...
Możliwości płynące z...
definicji punktu osobliwego przemawiają do mnie od lat kilku nieodmiennie. Stojąc w miejscu - czuję stale, jakbym stała w ich milionie rozstrzelona pomiędzy czas i przestrzeń, jakby osobliwość punktu definiowała mnie empirycznie, emocjonalnie, życiowo. Jakby szarpała na kawałki zdarzeniami i miejscami, ludźmi obok... nadziejami i rozczarowaniami. Dzisiejszy punkt osobliwy, to każdy z dni minionego roku przemykający ostro pod moimi powiekami... i marzenie o zapomnieniu się we śnie i niebycie.
|